| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
RSS
poniedziałek, 04 grudnia 2006
Frankfurt
Pasożyt i ja lecimy dzisiaj do Frankfurtu. Popatrzeć jak wygląda ten Zachód, co to niby chcielibyśmy nim być. Chociaż wczoraj to chcieliśmy bardziej być taką Brazylią. Ciekawe kiedy będziemy chcieli byc Polską...
13:49, nela_i_pasozyt
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 grudnia 2006
Pasożyt

Pasożyt ujawnił się ponad miesiąc temu. Pewnie długo nie wiedziałabym o jego istnieniu, gdyby nie to, że pewnego ranka wylądowałam z głową w kiblu obiecując sobie solennie, po raz kolejny, że już nigdy, przenigdy w życiu nie spożyję ani procenta.

Pasożyt jednak nie dawał spokoju, zaczął wkraczać w myśli i powoli drążyć w nich kanaliki strachu. Strachu potwierdzonego w końcu dwoma fioletowymi kreskami i słowami pani o surowym wzroku – „ósmy tydzień, gratuluję”.

I tak moje, dotychczas tylko moje kości, mięśnie, skóra i te wszystkie wielce-niezbędne-układy stały się domem dla Pasożyta. Zagrabia sobie spryciarz ode mnie witaminki, mikroelementy i inne żywnościowe cuda, których jak na lekarstwo w sklepach w Wielkim Mieście. Skąd ja mam brać te wartości odżywcze dla Pasożyta, skoro nawet zwiędła pietruszka wygląda na plastykową? A już na pewno potrawy serwowane w Firmowej stołówce do najzdrowszych nie zależą. Do smacznych w sumie też nie.

Wracając do Pasożyta – daje w kość. Ostatnio biję dzięki Niemu rekordy w ilości dziwnych miejsc, w których nagle pragnę zwrócić Matce Naturze „przepyszny” obiadek ze stołówki. Ostatnio – siedziba Agory (bez podtekstów, koledzy z Wyborczej).
Niby ma toto niecałe 3 cm, a takie stanowcze. Po mamusi chyba.

Mało tego, Pasożyt ma nawet pierwsze zdjęcie, na którym dumnie prezentuje swoje organy. Nie widać co prawda najważniejszego z nich, wbrew krzykom kolegi (na co dzień pełniącego całkiem wysokie stanowisko w Firmie) wyartykułowanym na Firmowym korytarzu: „No siusiaka widać, no przecież widać wyraźnie!”.

Żyjemy z Pasożytem nadzieją, że jednak dołączy do tej części społeczeństwa, która siusiaka nie posiada, by w przyszłości nieść w lud kaganek feminizmu.
Albo kaganek czegoś innego. Byle nie oświaty.

21:34, nela_i_pasozyt
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 grudnia 2006

W Wielkim Mieście znalazłam się pół roku temu.

Tak zaczęłabym romantyczną opowieść o naiwnym dziewczęciu z Prowincji, które przyjeżdża za chlebem do Wielkiego Miasta i chleb znajduje pracując na zmywaku trendowej knajpy w Śródmieściu.

Ale to nie tak do końca, choć historia banalna jakich wiele – przyjechałam dla Firmy. Bo w moim Dużym Mieście nie ma Firmy. W moim Dużym Mieście z wzorowym CV rekomendowanym przez portal Pracuj.pl można co najwyżej dołączyć do „Pokolenia 1200 brutto” i stanowić worek treningowy sfrustrowanych pracodawców [„Ja cię kultury muszę nauczyć!” – rzekła Ta, co do Filharmonii w adidasach zawitała].

W Firmie w sumie też można być workiem – ale za trochę większą kasę.

To od początku – no dobrze, przyznaję, przyjazd za chlebem. Pa, pa, Mamo, Tato, piesku kochany, pakuję walizkę, wynajmuję śmierdzącą kawalerkę w Dzielnicy Seksu i Biznesu (a ostatnio ponoć bohemy artystycznej – jako żywo, artysty nie widziałam żadnego, bohemy tym bardziej) i zaczynam Nowe Życie.

No to je zaczęłam – szablonowe poranki, 10 godzin w Firmie – zebranko, lanczyk, 10 telefonów, 20 mejli, opierdziel [sorry – „negatywny feedback”] dla leniwej agencji, pijaczki w autobusie, tłok w tramwaju, smród na klatce, telewizor i bijące o 19.00 obrazki – co dzień inne, co dzień tak samo obleśne.

Albo trochę inaczej - lans na międzyFirmowych imprezach, gale z nagrodami dla Najlepszych Produktów na Świecie, creme de la creme WielkoMiejskiej śmietanki, szkolenie w Brukseli i noce w Sheratonie, pół pensji na nowe ciuchy, mejkapy i kremiki.

Albo jeszcze inaczej – mix dwóch scenariuszy z przewagą tego, który Czytelnikowi bardziej odpowiada.

I te światełka Wielkiego Miasta i anonimowość mijanych tłumów.

Pół roku w pigułce gorzkiej jak każde lekarstwo.

Zatem po cóż mi wywlekanie tych Wielko-Miejskich brudów, które mogłyby spokojnie dalej zalegać na krawężnikach między tlącym się petem a zmaltretowaną torebką foliową Tesco? Chyba tylko dlatego, że ostatnio podczas pewnej konferencji [nie rozpracowałam jeszcze podpinania linków, więc bezczelnie go wkleję: http://internetpr.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?288411] posłanka S. udowodniła, że „pisać każdy może, trochę lepiej...” albo lepiej nie, a mi się przypomniało, że właściwie faktycznie, 3 lata temu uległam chwilowemu trendowi posiadania bloga i zapalając się słomianie kultywowałam go przez kilka miesięcy. Dopóki zapał nie wywietrzał wraz z zapachem Slima waniliowego.

Pomyślałam więc sobie, że może wrócę do tej chlubnej tradycji i blisko 1/38 polskiego społeczeństwa wywracającego publicznie bebechy.

Jak ktoś tu dotrze – kongratulejszyn. Publicity robić nie będziemy. Ani Pasożyt, ani ja.

Nela

21:21, nela_i_pasozyt
Link Komentarze (2) »